CZY EMIGRACJA MUSI BOLEĆ? 4 ETAPY ADAPTACJI


Znacie takie powiedzenie, że „emigracja to amputacja”? Co się traci, a co zyskuje na emigracji?

Dla wielu z moich Czytelników i Klientów, emigracja to pojęcie aż nazbyt znane i nie trzeba tłumaczyć czym ona w istocie jest. Zwłaszcza, że każdy przeżywa ją inaczej, mniej lub bardziej świadomie i mniej lub bardziej osobiście. A jednak całemu procesowi towarzyszą nie lada emocje a tęsknota za domem, rodziną, znajomymi i krajem samym w sobie, bez mała zawsze pojawia się w sercu każdego, kto kupił bilet tylko w jedną stronę. Emigracja może być najlepszą decyzją jaką w życiu podjęliśmy i może też stać się naszym przekleństwem. Co o tym decyduje?

W świecie psychologów-naukowców utarło się, że człowiek w pełni asymiluje się do tego co sam nazywa dużą zmianą, średnio przez rok i tak też nie raz przeczytasz pewnie w większości artykułów i źródłach naukowych. To, co jeden człowiek przeżywa przez miesiąc, inny będzie przeżywał rok lub dwa. Tak jak powody wyjazdu są różne tak czas asymilacji też będzie inny. Statystykę zostawmy naukowcom, a sami wrzućmy na luz i przyjrzyjmy się teraz co się z nami dzieje zanim poczujemy się jak w domu. Jeśli przeanalizujemy okres od momentu wyjazdu do innego państwa do czasu, w którym w pełni czujemy się tam jak u siebie to dość łatwo można zaobserwować 4 etapy przez jakie każdy wyjeżdżający przechodzi:

1. MIESIĄC MIODOWY

Ten tak przewrotnie nazwany przeze mnie okres to początkowa faza każdego procesu zmiany. Z jednej strony towarzyszy mu strach, a z drugiej fascynacja. To tutaj pojawia się zachwyt i niejednokrotnie zachłyśnięcie inną kulturą, mentalnością, kuchnią i tradycjami. Z drugiej zaś strach i lęk przed tym, czy sobie poradzisz i jak się odnajdziesz. Taka sinusoida i huśtawka nastrojów. To wtedy napływa do nas najwięcej nowych informacji, które musimy przetworzyć. W jednym momencie jesz lokalne, przepyszne śniadanie, a za godzinę zmierzasz się ze sprawami urzędowymi w nieznanym dla Ciebie systemie administracyjnym. Z jednej strony czujesz się jak wakacjach, a z drugiej wiesz, że będziesz tu znacznie dłużej niż tydzień. Do tego dochodzą pierwsze bariery komunikacyjne i różnice kulturowe. Jak zdrowo i bez silnych emocji przechodzić przez tą fazę? Przede wszystkim spokój i dystans. Weź coś z tego wakacyjnego feelingu i bądź turystą w swoim życiu. Do wszystkiego podchodź z naturalną ciekawością, a nie z obawą. Traktuj różnice jak różnice, a nie coś złego lub dobrego. Jednym słowem bierz wszystko takim jakie jest. Zabrzmiało jak slogan jednocześnie chodzi o to abyś po prostu akceptował, że coś w innym kraju wygląda inaczej niż w Polsce. Bez tych wszystkich określeń jakie to straszne i jakie to fantastyczne. To własnie Twoja ocena powoduje, że wpadasz w taki czy inny stan emocjonalny. Nie chodzi tu o to abyś był teraz nieczułym robotem ale pamiętał o tym mechanizmie. W urzędzie potrzebują dwóch dokumentów więcej niż w Polsce? Nie zmienisz tego teraz. Zdenerwowałeś się? Minuta głębokich wdechów i wydechów i do przodu. Im dłużej będziesz się taplał w emocjach tym później załatwisz to co trzeba.

2. KRYZYS

To właśnie silne i zróżnicowane emocje jakie pojawiały się w pierwszym etapie prowadzą do tego co wielu nazywa kryzysem. Warto tu zaznaczyć, że ten etap to nic złego ani nienormalnego i każdy kto dokonuje poważnej zmiany w swoim życiu mniej lub bardziej łagodnie przez niego przechodzi. Fascynacja i euforia w wyniku zetknięcia z „nowym” powoli zanika i pojawia się tęsknota za „starym” i bezpiecznym. To na tym etapie wielu wyjeżdżających pochopnie podejmuje decyzję o powrocie. Tęsknota za domem bierze górę i pojawia się strach, lęk i poczucie wyobcowania. Na siłę chcesz adaptować swoje stare przyzwyczajenia i nawyki do nowych warunków. To właśnie ludzie, którzy zatrzymali się w wielu obszarach swojego życia w tej właśnie fazie, mają trudności z asymilacją i tworzą tzw getta dostosowując rzeczywistość zamiast samemu się dostosowywać. Jak sobie z tym radzić? Po pierwsze dalej akceptować odmienności społeczne i kulturowe w danym środowisku. Brać rzeczy inne takimi jakimi są i nie trzymać się oceny powodującej emocje. Na etapie kryzysu będą one w większości negatywne co w efekcie będzie prowadzić do frustracji, a nawet depresji. Po drugie przypomnij sobie po co tu przyjechałeś? Jaki miałeś cel? Co chciałeś zmienić w swoim życiu? Na jakim etapie realizacji tego celu jesteś teraz? Nawet jeśli chodzi tylko o kasę to po co Ci ona była potrzebna? Często dobrym rozwiązaniem jest odwiedzenia naszego „starego miejsca” często po to, aby uświadomić sobie, że nasze wcześniejsze, bezpieczne i wygodne życie już nie istnieje. To przeszłość. Bezpieczeństwo i komfort jest tam gdzie jesteś Ty. Jeśli to zrozumiesz, to nie Ty będziesz za nimi podążać a one za Tobą. Życie toczy się dalej. Ludzie, którzy wcześniej Cię otaczali teraz nauczyli się funkcjonować w rzeczywistości bez Ciebie, a Tobie zegar się zatrzymał na ostatnich wspomnieniach sprzed wyjazdu i myślisz, że „stary” świat będzie na Ciebie czekał. To jest własnie sedno tego uczucia. Jesteś w zawieszeniu między dwoma światami. W jednym Cię już nie ma, a w drugim nie ma Cię jeszcze. A jak jest w naprawdę? W rzeczywistości Twój świat jest tam, gdzie Ty jesteś. Był tam kiedy byłeś w Polsce i jest tam kiedy jesteś za granicą. Nie ma starego i nowego świata. Jest cały czas ten sam – Twój.

Jeśli wyjść z tej fazy bez szwanku, nie wiesz jak to zrobić i czujesz że potrzebujesz wsparcia, zawsze możesz skorzystać z usług terapeuty lub coacha, który nie oceniając będzie dla Ciebie towarzyszem na tej drodze.

3. ADAPTACJA

Po przejściu przez fazę kryzysu możesz sobie pogratulować jednocześnie z otworzeniem szampana jeszcze chwilę poczekaj. To niewątpliwie duży sukces na tle wielu które w fazie kryzysu pozostają nawet latami. Teraz kiedy już zaczynasz wypełniać pustkę po swoim „starym” życiu i zaczynasz wchodzić coraz głębiej w meandry Twojego nowego środowiska. Dystans wynikający z różnic kulturowych i językowych jest coraz mniejszy, Ty jesteś bardziej świadomy swoich decyzji i zaczynasz myśleć kategoriami swojej nowej rzeczywistości. W tym momencie, kiedy już opadły emocje zaczyna się prawdziwa przemiana. To na tym etapie faktycznie uczysz się nowego miejsca. Powierzchowną ocenę zastępuje żywe zainteresowanie. Poznajesz zasady jakie w nim panują i jakie wyzwania są w nim obecne. Poznajesz nowych ludzi, zaczynasz aktywnie spędzać czas i poznajesz zakamarki dostępne tylko dla miejscowych. To najlepszy moment abyś się na chwilę zatrzymał i spojrzał na drogę jaką się dotąd przeszedłeś, a przede wszystkim czego się podczas niej o sobie i o świecie nauczyłeś. Teraz na spokojnie zastanów się czego tak naprawdę tutaj w tym nowym miejscu chcesz i po co? Zweryfikuj swoje dotychczasowe cele, ich poziom realizacji i zgodność z nowymi i obecnymi oczekiwaniami. To Cię ugruntuje i wzmocni Twoją pewność siebie, zwłaszcza po często wyczerpującym przejściu przez kryzys. Ważne aby znaleźć swoje aktualne ikigai jak mawiają Japończycy, coś superważnego dla Ciebie, powód, dla którego będziesz z uśmiechem wstawał z łóżka.

4.  KOMFORT I STABILIZACJA

A właściwie w tej kolejności: Komfort – Bezpieczeństwo – Stabilizacja. To czas ostatecznej asymilacji do nowego miejsca. Czujesz więź ze swoim nowym środowiskiem i masz poczucie przynależności. Pojawiają się bliższe relacje społeczne masz stałą grupę przyjaciół, a część z nich zaczynasz nazywać przyjaciółmi. Twój plan dnia jest przewidywalny, a czas wolny zagospodarowany. Twoje stałe otoczenie, ludzie na których możesz się oprzeć daje Ci poczucie bezpieczeństwa. Zaczynasz patrzeć na nowe miejsce przez pryzmat tych relacji i zaczynasz się czuć się komfortowo. Są i tacy, którzy to tej właśnie fazy boją się najbardziej. Poczucie stabilizacji wiąże się dla nich z brakiem elastyczności i wolności ale to już temat na osobny artykuł.

Niech powyższy schemat będzie jedynie luźnym obrazem tego, co dzieje się w czasie naszej adaptacji do nowych ról życiowych. Może on trwać kilka miesięcy lub kilka lat. Możemy zawisnąć w kryzysie lub za wszelką cenę unikać stabilizacji. Fazy mogą się przenikać, a kryzysy nawracać. No ale odpowiadając na pytanie zawarte w tytule: Czy emigracja musi boleć? Zależy co i dla kogo jest bólem. Kryzys pojawia się niemal zawsze i niemal zawsze będziesz porażki odnosił do samego siebie obwiniając się za każde potknięcie. To na etapie kryzysu pojawi się coś co będziesz nazywał bólem i cierpieniem, jednocześnie zaraz po nim świadomie stwierdzisz, że to było potrzebne i nie osiągnąłbyś i nie zrozumiałbyś tak wiele jak teraz. Nieco kolokwializując powiem, że będzie bolało wtedy kiedy będziesz tak na to patrzył ale to się zmieni. To co chcę Ci dać tym tekstem to odrobina świadomości i uspokojenia, że wszystkie te etapy są przejściowe i prędzej czy później miną. Czy prędzej czy później to już zależy od Ciebie. Ważne abyś na końcu był szczęśliwy.

Ci co przez całą drogę trzymają w ręku kompas nie zaznają piękna podróży.

O AUTORZE


Certyfikowany Coach EPC®, licencjonowany trener Structogram® IBSA Institut für Biostruktur-Analysen w Szwajcarii i certyfikowany project manager IPMA®. Absolwent Erickson College International i Uniwersytetu Łódzkiego. Wiedzę zdobywał od praktyków coachingu z Polski, Europy, USA i Kanady. Wieloletni praktyk sprzedaży i zarządzania z ponadprzeciętnymi wynikami. Dzięki swojemu doświadczeniu, znakomicie rozumie specyfikę pracy menadżera i prowadzenia biznesu. Doświadczył pracy i edukacji za granicą. Dziś wspiera Klientów w obszarze życia na emigracji, pewności siebie i samoakceptacji a także w wyznaczaniu i osiąganiu celów, wzmacnianiu umiejętności komunikacyjnych oraz kompetencji menedżerskich. Specjalizuje się w coachingu relacji, kariery i w obszarach biznesowych.

Prywatnie podróżnik i zapalony backpacker. Pasjonat i praktyk filozofii ZEN. Fascynat storytellingu. Wielbiciel gier karcianych i wszelkiej maści kryminałów. Hobbystycznie zajmuje się tematyką związaną z kreowaniem wizerunku, zdrowym trybem życia i medytacją.

coaching łódź coach łódź

Udostępnij: